Najmilsi…

(1 J 3,11-21)
Najmilsi: Taka jest wola Boża, którą objawiono nam od początku, abyśmy się wzajemnie miłowali .

 stres

Trudny temat szczególnie gdy wkoło wrogów wielu się czai. Ale czy aby to są na pewno nasi wrogowie ? Można zadać sobie pytanie: „ a kimże jest wróg” ? Ten co mi zwraca uwagę ?  Ten co mi odradza zakup różowych rajtuz ?? Na pytanie o wroga często odpowiadamy : ” wróg to ten co nam źle życzy”. Tylko czy my mamy pewność, że nam ktoś źle życzy? Czy człowiek, który wyraża swoje zdanie ( a jest ono przeciwne do naszego) jest od razu naszym wrogiem ? Czy my również stajemy się wrogiem, gdy głośno wyrażamy  swoje zdanie i nie pochwalamy określonych działań bliźniego? Ludzka natura jest przewrotna. Chciałoby by się powiedzieć, że wrogami są ci … co mają odmienne zdanie lecz my przecież nie z wrogości dajemy rady lecz z miłości. Jak to rozeznać ? To niby nic trudnego. Wystarczy patrzeć sercem, słuchać uchem i przemyśleć sobie raz jeszcze od początku wszystko. Żeby tego jednak dokonać trzeba w sobie odnaleźć dzisiejsze Słowa : „Najmilsi: Taka jest wola Boża, którą objawiono nam od początku, abyśmy się wzajemnie miłowali „. Jak to powiadają… bez jednego grosza tysiąc nie jest tysiącem a jedynie 999,99. Tak samo nasze życie… bez grama miłości i miłowania życiem w pełni nie jest. A kto jest naszym największym wrogiem ? Paradoksalnie myślę, że my sami. I wcale nie mam tu na myśli tylko nałogów.. mam wciąż na myśli to dzisiejsze zdanie. Stres, strach, nałogi… ich początek może leżeć tam gdzie niezrozumiałe staje się wezwanie ” miłujmy się wzajemnie”.

Początek… roku  

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. (J 1,1-18)

plan

 Niby nic, a jednak. Dzisiaj wsłuchujemy się w jeden chyba najbardziej znany wszystkim cytat ze Słowa. Po mojej głowie i tak krąży dzisiaj tylko echo. Bardziej chyba skupiam się na tym co właśnie jest i trwa niż na tym co się dzieje wkoło mnie, a tym bardziej na planowaniu. Jest początek roku. Zapchane siłownie (tak powiadają w radiu), głowy i myśli pełne postanowień. Dosłownie morze głów pełnych postanowień. Jeden chce schudnąć, drugi chciałby rzucić palenie, trzeci „ogarnąć się”.  A ja ?  Generalnie to ja nic nie postanawiam. Nie mam w zasadzie żadnych postanowień. Ale mam plany. Ponoć Pan Bóczek śmieje się z naszych planów, ale z drugiej strony…  bez planu trudno ułożyć sobie dzień.

Na początku było Słowo… czy zostanie ono i na końcu naszych dni ? Warto o tym pamiętać układając plan życiowy.

Nieprzyjacielu mój kochany…

wrog

Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano: „Oko za oko i ząb za ząb”. A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nastaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie. Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski. (Mt 5,38-48)

Będąc na studiach ciągle zastanawiałam się czemu ludzie tworzą grupy by ze sobą współzawodniczyć.  Przecież na logikę współpraca dawała by lepsze wyniki.  Powstawały jednak wciąż nowe obozy. Jedni przeciwko drugim. Drobne podjazdy pseudo-zbrojne, temu nie zanieśli indeksu, inny nie dostał notatek… bo przecież nie z tej grupy. I niby nie ma w tym nic złego.  Ale podobne schematy odnajdziemy również w życiu codziennym.  Wieczna walka i chęć zdobycia nowego terytorium.  Z tym warto trzymać… a drugiemu nie warto nawet powiedzieć „dzień dobry”.  Troszkę przeinaczyliśmy Słowo… bo owszem kochamy naszych nieprzyjaciół ale na sposób sztuczny i wymuszony. Kochamy ich… bo to nam się opłaca. W imię naszej „miłości” jesteśmy nawet zdolni znieważyć tych których w głębi serca naprawdę cenimy…. Czemu to robimy ? Bo to nam się po prostu opłaca. Jesteśmy szpiegami wśród szpiegów.  Nazwałabym to inaczej i dosadniej… ale to nie miejsce na to. Tu nawet nie chodzi o to, że się sprzedajemy… My po prostu nie mamy już szczerych uczuć. Nie odróżniamy prawdziwej miłości od zachłanności. Wzrokiem  śledzimy rankingi opłacalności… i jednych akcje idą w górę a inne spadają. Zupełnie jakby życie było jednym wielkim biznesem.  I zamiast na parkiecie życia wywijamy hołubce na parkiecie giełdy przyjaciół-nieprzyjaciół. W ludzkich oczach nie odbija się już człowieczeństwo… a opłacalność.  Jest takie powiedzenie : Boże, strzeż mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam”.  Można się uśmiechnąć ….ale prawda jest smutna, bo zdarza się nam często, że prawdziwie kochając jednych udajemy przed sobą i nimi, że ich nie znamy… a z drugiej strony udajemy miłość wobec tych których uważamy za wroga.

 A przecież Słowo wyraźnie mówi, żeby w każdym zobaczyć człowieka… Tyle, że to bardzo trudne.. i wczoraj i dzisiaj. Prościej odwrócić wszystko do góry dnem.. i uważać, że tak właśnie trzeba. 

Od paru dni…

dziewczynka

Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? A oni odpowiedzieli: Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków. Jezus zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. (Mt 16,13-19)

 

Od paru dni zadaję sobie pytanie kim właściwie jestem? A może powinnam dodać jeszcze pytanie kim On dla mnie jest? Czasem wydaje nam się, że w trudnych chwilach On nas opuszcza, że Go nie ma. Uważamy Go wówczas za kogoś kim nie jest. Tak może nam jest łatwiej ? Może w takie dni prościej jest zbudować sobie jakikolwiek obraz fałszywy by tylko nie spojrzeć prawdzie w oczy? Patrząc z perspektywy na swoje życie zastanawiam się czy to byłam ja czy może ktoś zupełnie mi obcy.  Dopiero z czasem zauważam, że niektóre sytuacje (te z pozoru złe) miały swój sens, bo nauczyły mnie radzić sobie z kolejnymi zdarzeniami.  Może tak miało właśnie być? Może nie wybrałam prostszej drogi z Jego głosem….więc skierował mnie na inną drogę.. tą po „mojemu”?  Może miałam trafić do gabinetu numer 3 już wcześniej… ale nie chciałam Go słuchać??

Od paru dni grzebię małą łopatką w dziecinnej piaskownicy i to wcale nie jest takie ani proste ani miłe.  Mała dziewczynka w kucykach w niebieskiej sukienusi. Wymyśliłam sobie kolor niebieski… czy naprawdę taki był ??

Zachować życie

kawa

Jezus przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je. Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić? Bo cóż może dać człowiek w zamian za swoją duszę? Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi przed tym pokoleniem wiarołomnym i grzesznym, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swojego razem z aniołami świętymi. Mówił także do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże przychodzące w mocy. (Mk 8,34-9,1)

Wstajemy rano, szybka kawa, szybki prysznic. Potem praca, szybko coś zjemy albo i nie… i w zasadzie koniec dnia. Taki mały schemacik. I niby nic nadzwyczajnego. Tylko można sobie zadać jedno pytanie. Ile nas samych jest w nas… i ile czasu poświęcamy aby zachować życie. Innymi słowy czy mamy w ciągu naszego dnia czas dla Niego?  I wcale mi nie chodzi o jakieś rytuały ale o naszą codzienność. O to czy nasze postępowanie jest zgodne z Jego Słowem czy może bardziej zgodne ze schematem dzisiejszego  świata? Żyć godnie….. to prawdziwa sztuka. Żyć tak by Słowo było odczytywane w nas…. to właśnie znaczy zachować życie.